2025-11-21

Odkurzamy stereotypy o poezji

Jeśli na hasło „poezja” przed oczami staje Ci zakurzona biblioteka, niezrozumiałe metafory i uroczysta akademia ku czci, to znak, że czas na solidne odkurzenie stereotypów. Wbrew powszechnym przekonaniom, współczesna poezja nie jest hermetyczną sztuką dla garstki wtajemniczonych. Zeszła z parnasu, porzuciła wieżę z kości słoniowej i wyszła na spotkanie ze światem – często w miejscach, w których najmniej byśmy się jej spodziewali.

Doskonałym dowodem na to jest Warszawska Jesień Poezji, festiwal, który od lat udowadnia, że liryka to zjawisko żywe, dynamiczne i zaskakująco bliskie codzienności. Zamiast zamykać się w akademickich salach, wychodzi do ludzi, integruje nieoczywiste środowiska i prowadzi globalny dialog. Oto pięć najbardziej zaskakujących i inspirujących wniosków z ostatniej edycji tego niezwykłego wydarzenia.

 

 

 

 

  1. Poezja wyszła na ulice (i to dosłownie)

W ramach zapowiedzi 53. Warszawskiej Jesieni Poezji po stolicy jeździł specjalny, zabytkowy „Tramwaj zwany Poezją”. To nie była metafora – to była realna, tętniąca życiem akcja. Na każdym przystanku poeci z Zarządu Oddziału Warszawskiego Związku Literatów Polskich, m.in. prezes Grzegorz Trochimczuk, a obok niego Alicja Wejner, Marlena Zynger czy Vladan Stamenković, zapraszali pasażerów do bezpłatnego przejazdu.

Wyobraźmy sobie tę scenę: monotonię codziennej podróży przez miasto nagle przerywa widok zabytkowego wagonu. Wewnątrz, zamiast kasowników i ciszy, rozbrzmiewają wiersze czytane na głos i piosenki poetyckie w wykonaniu Joanny Babiarz i Janusza Szota. Zamiast biletu, pasażerowie otrzymują antologie festiwalowe, „Gazetę Młodych” i… jabłka. Ta niezwykła interwencja zamieniła rutynowy przejazd w niezapomniane wydarzenie kulturalne, dowodząc, że poezja nie potrzebuje specjalnej oprawy. Wystarczy jej otworzyć drzwi – nawet te w tramwaju – by przełamać barierę między twórcami a publicznością.

  1. Pióro trzymają nie tylko humaniści

Wyobraźmy sobie dłoń, która jednego dnia z chirurgiczną precyzją prowadzi skalpel, a następnego, z równie wielką uwagą, kreśli na papierze subtelną metaforę. Warszawska Jesień Poezji udowadnia, że te dwa światy nie są sobie obce. Festiwal stał się platformą integrującą bardzo różne grupy twórców, a najlepszym tego przykładem jest obecność środowiska piszących lekarzy.

W Auli Domu Literatury odbyło się uroczyste rozdanie nagród w Ogólnopolskim Konkursie Poetycko-Prozatorskim „PULS SŁOWA”, przeznaczonym dla lekarzy i lekarzy dentystów. Wydarzeniu towarzyszył spektakl „Molekuły wrażliwości”, podczas którego aktorzy Olga Miłaszewska i Krzysztof Gosztyła prezentowali nagrodzone utwory. Fakt, że tak duże wydarzenie literackie gości i promuje niszowe, specjalistyczne grupy twórcze, pokazuje jego siłę i otwartość. Okazuje się, że wrażliwość na słowo nie jest przypisana do żadnego zawodu, a precyzja chirurga może iść w parze z precyzją poetyckiej frazy.

  1. To globalna rozmowa, nie lokalne spotkanie

Warszawska Jesień Poezji to wydarzenie o prawdziwie międzynarodowym zasięgu. W tym roku festiwal gościł poetów z Izraela, Ukrainy, Chorwacji, Serbii i Słowacji. Ich spotkanie z polską publicznością w Klubie Księgarza na Rynku Starego Miasta było fascynującym doświadczeniem kulturowej wymiany.

Atmosfera była wyjątkowa. To była dwuetapowa podróż artystyczna: najpierw publiczność mogła zanurzyć się w oryginalnej melodii i rytmie języka – serbskiego, ukraińskiego czy hebrajskiego – a chwilę później, dzięki tłumaczom, odkryć warstwę znaczeń ukrytą w polskich przekładach. To wydarzenie pokazało, że poezja, choć zakorzeniona w konkretnym języku, jest zdolna do przekraczania granic. Jak podkreślali organizatorzy, takie spotkania sprzyjają „zacieśnianiu międzynarodowych poetyckich kontaktów” i budowaniu kulturowych mostów, których dziś potrzebujemy bardziej niż kiedykolwiek.

  1. Nawet buntownicy potrzebują autorytetów

Poeci z grupy „Skamander” przeszli do historii jako „gromada kpiarzy i szyderców”, dla których często „nie istniały świętości”. Byli awangardą, buntownikami łamiącymi skostniałe konwencje. Tym bardziej zaskakujący jest ich niemal nabożny stosunek do Stefana Żeromskiego. Nie był on dla nich jedynie szanowanym nestorem – uważali go za „prawodawcę” i „sumienie ich twórczości”. Dlaczego?

Odpowiedź leży w zażartym sporze literackim, jaki Skamandryci toczyli z Futuroformistami. W kluczowym momencie tego konfliktu Żeromski opublikował książkę Snobizm i postęp, w której jednoznacznie stanął po stronie młodych poetów. Skrytykował ich rywali za wtórność i naśladowanie zagranicznych wzorów, jednocześnie broniąc Skamandra jako grupy czerpiącej z rodzimej tradycji. Ten gest uczynił go ich aktywnym obrońcą i przypieczętował jego status absolutnego autorytetu. Skalę ich podziwu najlepiej oddają wspomnienia Jana Lechonia z uczty powitalnej, który opisał moment, gdy pisarz wstał, by przemówić:

Kiedy Żeromski podniósł się, aby podziękować za witające go przemówienie, ogarnęło nas wzruszenie takie, jakby nagle hetman Żółkiewski wrócił z tamtego świata i miał się do nas odezwać…

Ten historyczny związek pokazuje, że nawet najbardziej rewolucyjni artyści potrzebują fundamentu i kogoś, kto potwierdzi słuszność ich drogi. Festiwal pielęgnuje tę pamięć, czego dowodem jest wystawa portretów prezesów Związku Literatów Polskich, zorganizowana z okazji 105-lecia ZLP i rozpoczynająca się właśnie od wizerunku Żeromskiego.

  1. Poezja inwestuje w przyszłość

Każda dziedzina sztuki, która chce przetrwać, musi myśleć o przyszłości. Warszawska Jesień Poezji doskonale to rozumie, czego dowodem jest tradycyjna inicjatywa „Lekcji poetyckich”. To coś znacznie więcej niż standardowe spotkania autorskie – to akt demistyfikacji literatury.

Poeci zrzeszeni w Związku Literatów Polskich odwiedzają licea, by rozmawiać z młodzieżą. Co ważne, akcja nie ogranicza się do stolicy – spotkania odbywają się również w szkołach w Kielcach, Żyrardowie czy Nysie. Prowadzi to do „ciekawych rozmów o poezji”, w których uczniowie mają szansę zobaczyć, że autor wiersza z podręcznika to żywy człowiek, z którym można wejść w dialog. To właśnie dzięki takim spotkaniom literatura przestaje być abstrakcyjnym pojęciem, a staje się żywą, oddychającą materią.

Znakomitym przykładem zbliżenia młodych do „oddychania” poezją jest czytanie wierszy patrona Warszawskiej Jesieni Poezji przez młodzież szkolną w szacownych mutrach Domu Literatury. W 2025 r. w Auli Domu Literatury wybrzmiały strofy kilkudziesięciu wierszy Haliny Poświatowskiej. Okazja to niebywała – 80. rocznica jej urodzin. Na młodych twarzach recytatorów malowało się skupienie, troska o jak najlepsze przekazanie pięknego tekstu, i emocja związana z występem na żywo wobec licznie zebranej publiczności.

——————————————————————————–

Gdzie jeszcze czeka na nas poezja?

Warszawska Jesień Poezji udowadnia, że poezja jest zjawiskiem żywym, otwartym i znacznie bardziej zróżnicowanym, niż mogłoby się wydawać. Wychodzi na ulice, łączy skrajnie różne środowiska, buduje międzynarodowe mosty i pamięta o swoich korzeniach, jednocześnie patrząc w przyszłość. To potężny zastrzyk optymizmu dla wszystkich, którzy wierzą w siłę słowa.

Skoro poezję można spotkać w tramwaju i w gabinecie lekarskim, to gdzie jeszcze może na nas czekać, jeśli tylko zaczniemy jej szukać?